9 lutego 2011

Chłopcy wrócili do miasta - Thin Lizzy w Stodole

 
Różne głosy słyszałem po tym koncercie, że Cover Band, że perkusista nie trzymał tempa, że w ogóle jakoś tak bez jaj.
Ja powiem tak. Może jestem mało wymagający, gdyż dla mnie tych mankamentów nie było. Za to dostałem solidną porcję klasyki rock ‘n’ rolla na wysokim poziomie i poczułem kilka dreszcz emocji gdy ze sceny poleciały takie numery jak Boys Are Back In Town, czy Jailbreak. To czym mnie chyba kupili to wiarygodność w tym co robią na scenie…a to chyba najważniejsze.
Nie zapomniano oczywiście o wielkich nieobecnych, czyli Philu Lynottcie (nie zabijajcie za odmianę!) oraz zmarłemu nagle w niedzielę wielkiemu gitarzyście Garym Moore. Temu pierwszemu zadedykowany został „Rosalie (Cowgirl's Song)”  podczas gdy Garego wspomnieli utworem „Roisin Dubh (Black Rose): A Rock Legend”.
Jako suport zagrali The Supersuckers. Podobno świetni. Ja niestety nie dotarłem zajęty w tym czasie szukaniem w okolicach Stodoły wolnego miejsca parkingowego!

Obrazki tradycyjnie poniżej:

 


 


 
 








 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

7 lutego 2011

Metalowe Serca, Accept w Stodole

(05.02.2011)
Okazuje się, ze wiele kapel jak wino – im starsze tym lepsze. Sobotni występ Accept był tego doskonałym przykładem.  Niemiecka dywizja (z amerykańskim wyjątkiem) pod wodzą Wolfa Hoffmanna pokazała, że nawet bez Udo Dirkschneidera dadzą radę rozbujać budę.
Było więc i klasycznie (Metal Heart)  i wiele z nowej płyty, do tego wszystko okraszone wirtuozerskimi popisami  Wolfa, Hermana i Petera, którzy wygrywali swoje sola  z bądź promiennym uśmiechem, bądź minami wyjętymi z oddziału dla nerwowo chorych. Prym oczywiście wiódł Wolf, czyli sobowtór Bruca Willisa oraz bohatera Youtube ostatnich tygodni, hardcorowego koksa.
Jako suport po raz trzeci w ciągu ostatnich miesięcy wystąpiła grupa Steelwing, czyli wesołe hewi metalowe chłopaki w rajtach rodem z pięknych klat 80tych.
Dzisiaj kolejny klasyk - Thin Lizzy.
Tyle wstępu, zapraszam do galerii.